Roweromania
Wczoraj złożyłem w końcu mój rower z części pierwszych do części jednolitej. Sprzęt może to wspaniały nie jest, modyfikowany Kross G100, w planach zmiana supportu i tylnej przerzutki, jednak zadowolenie z jazdy jest na poziomie satysfakcjonującym. :-)
Po wczorajszych wstępnych testach, regulacji, dokręcania, mocowania linek i przejechaniu 15km zdecydowałem się dziś na jakąś większą wycieczkę rowerową poza obrzeża zurbanizowanego Wrocławia. Trasy nie planowałem, wyszła sama z siebie. O, taka:
Wyświetl większą mapę
Komputerek pokładowy pod koniec podróży wskazał 32km jako przejechany dystans, średnią prędkość na poziomie 20km/h a czas podróży - 1:42:21 (dokładniej - czas w którym kółka się kręciły :-)). Sama podróż "kosztowała" mnie 2 godziny i 15 minut mojego "cennego" czasu. :-)
Wrażenia? Wsiąść na rower po tak długiej abstynencji to piękna sprawa. Co mnie zdziwiło - nie wyszedłem z formy. Oprócz delikatnego bólu dłoni (kiepskie uchwyty kierownicy + brak rękawic) i... tyłka (źle wyregulowany skok siodełka, zmodyfikowane po 20 km trasy ;-)) nic mi szczególnego nie dolega. Ba! Czuję się nad wyraz świetnie! Wrocław to wspaniałe miasto dla rowerzystów, masa ścieżek rowerowych, całkiem dobre drogi i ludzie, którzy akceptują rower tak na chodniku, jak i ulicy. I tutaj podziękowania dla kierowców, którzy mimo niedzielnej gorączki zakupowo-powrotnej wykazywali się ogromnym zrozumieniem dla rowerzysty jadącego "ich" pasem z prędkością dwa do trzej razy mniejszą niż oni. Pomijając jeden moment wyprzedzania mnie przez ciężarówkę marki Volvo, która mnie zmiotła z ulicy na krawężnik - wielkie brawa dla Zmotoryzowanych. :-)
Niestety, nie miałem przy sobie aparatu... Zrobiłem kilka małych, prywatnych zdjęć aby mieć co wspominać. Następnym razem biorę cyfrówkę! :-) I rower oczywiście... Bo jak tu bez niego żyć?
